Oczy duszy

Oczy

W zestawieniu z tworzywem i wyglądem całej reszty ciała ruchliwe galaretki oczu wydają się pochodzić z jakiejś innej czasoprzestrzeni, z innej planety. Skąd się wzięły te dwa delikatne i świetliste wodne oczka na peryferiach mięsistego, gruboskórnego i chropawego kontynentu ciała? Tego nie wie nikt.

Najwidoczniej bezcenne, bo tak pilnie chronione przez przesłony kolorowych tęczówek i superszybkie migawki powiek, a także przez rzęsy i brwi, które służą temu, by nam w trudnych okresach życia pot oczu nie zalewał. Widzieć, widzieć, jak najwięcej widzieć to jedna z naszych najsilniejszych potrzeb, a nierzadko obsesja, dla której gotowi jesteśmy zrezygnować z bezpieczeństwa, wygody, towarzystwa, obowiązków, a nawet z jedzenia i spania. Miejsce przy oknie, pokój z widokiem, dziurka od klucza, a także lornetki i lunety, noktowizory i telewizory, mikroskopy i teleskopy, okulary i halucynogeny, wreszcie wszelkie iluminacje i religijne oświecenia – wszystko to po to, żeby więcej i lepiej widzieć. Dla większości z nas oczy są najbardziej osobistym i służącym nawiązywaniu kontaktów wyposażeniem organizmu.

Patrzenie drugiej osobie uważnie i głęboko w oczy może się okazać spotkaniem bardziej intymnym i intensywnym niż seks. Oczy bowiem najpełniej wyrażają stan naszego ciała, serca i umysłu. Potrafią w mgnieniu oka przekazać informacje tak subtelne i złożone, że nawet poeci wielu czasu i trudu poświęcić muszą na ich rozszyfrowywanie. Trudno je zmusić do udawania, choć jeśli kiedyś nadmierna kontrolą i represjami nakłaniano nas do ukrywania prawdy, to potrafimy kłamać nawet w żywe oczy. Jeśli kiedyś najbliżsi nas zawiedli i sprawili dużo bólu, oczy staną się napięte i milczące jak zakratowane okna. Jeśli bardzo nas zawstydzono i upokorzono, oczy będą uciekać przed spojrzeniem innych, gdzie się da, ale ukradkiem wyłapią najdrobniejsze nawet przejawy uznania otoczenia. Jeśli nie zapewniono nam w dzieciństwie wystarczająco dużo ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji, oczy wyrażać będą głód i nienasycenie.

Jeśli doznaliśmy zbyt wiele przemocy i nienawiści, oczy staną się twarde i nieobecne, skamienieją w wyrazie gniewu i pogardy – i nigdy już nie zapłaczą. Dlatego właśnie oczy nazywane są zwierciadłem duszy, odbija się w nich bowiem każde jej cierpienie.

Ale zdarza się nam czasem spojrzeć w oczy będące zwierciadłem duszy szczęśliwej. To oczy kochanych dzieci, gdy jeszcze nie znają swoich imion, do niczego nie dążą, niczego nie posiadają, jedynie patrzą na świat w bezmiernym zadziwieniu, nie dbając o to, czy go widzą, czy tworzą.

Bywa, że takie oczy zobaczyć możemy, spoglądając w lustro, jeśli tylko zrobiliśmy cokolwiek, aby uwolnić nasze serca i umysły od gniewu, chciwości, lęku i wstydu. Tym samym pojednaliśmy się po części z własnym ciałem i całym światem.

Wojciech Eichelberger „Ciałko”

Psychoterapeuta, coach, trener, doradca biznesu